Festiwal NDI Sopot Classic – Muzyczna przyjemność z wielkim rozmachem

4 sierpnia 2018r. rozpoczęła się 8. edycja Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego NDI Sopot Classic, która trwała do 11 sierpnia. W tym czasie zaprezentowano cztery wydarzenia z udziałem gwiazd światowego formatu, a także tych znanych i cenionych na terenie Polski.

To wydarzenie, o wielkim rozmachu, zorganizowała niewielka – zarówno pod względem ilości pracowników oraz rozmiaru gmachu – Polska Filharmonia Kameralna Sopot, działająca w strukturach Bałtyckiej Agencji Artystycznej BART. PFK Sopot zatrudnia bowiem jedynie 19. artystów muzyków orkiestry, 3 osobowy zespół w dziale administracyjnym oraz dyrektora artystycznego, a sama sala koncertowa mieści zaledwie około 250 osób. 

Uczestnicząc w słynnych festiwalach, jak chociażby: w Salzburgu, w Orange, w Atenach, w Torre del Lago, w Bregenz czy w Weronie marzyłem, aby w naszym kraju doświadczyć podobnie niezapomnianych wrażeń związanych ze sztuką klasyczną.

Doczekałem się! A stało się to właśnie podczas tego lata… podczas festiwalu NDI Sopot Classic.

KONCERT PIOTRA BECZAŁY

4 sierpnia w Operze Leśnej odbył się koncert inaugurujący Festiwal z udziałem Piotra Beczały. Po tym, co zaprezentował nasz najwybitniejszy obecnie polski tenor, postanowiłem poświęcić temu wydarzeniu osobny tekst, z którym zapoznać się można klikając w link: http://sympatycysztuki.pl/piotr-beczala-najlepszy-tenor-swiata/

KONCERT Z UDZIAŁEM INGOLFA WUNDERA

7 sierpnia w Sali Koncertowej PFK Sopot – mieszczącej się na terenie Opery Leśnej – odbył się „Koncert Muzyki Polskiej”. Gwiazdą wieczoru był światowej sławy austriacki pianista Ingolf Wunder.

Wydarzenie to otworzył II Koncert na fortepian i orkiestrę Wojciecha Kilara, który słynny pianista zagrał wraz z 19-toma muzykami PFK Sopot. Tu orkiestra zdominowała Ingolfa Wundera. Artyści muzycy zagrali fenomenalnie, z niezwykłą energią i ciepłem w brzmieniu. Ingolf Wunder nie dorównał im w swojej interpretacji tego dzieła. Nie zagrał oczywiście źle, ale „nie porwał” mnie tak, jak zrobili to artyści PFK Sopot. Koncert wykonał chłodno i zbyt sucho w częściach „melancholijnych” (cz. I „Largo funebre” i cz. III „Larghetto riflessivo”) oraz z dźwiękiem niewybrzmiewającym dosadnie w częściach „żywiołowych” (cz. II „Allegro tempestoso” i cz. IV „Allegro vivace”).  

Drugą kompozycję wykonała sama orkiestra bez udziału Wundera, a była to „Sinfonietta per archi” Krzysztofa Pendereckiego. Jest to utwór trudny w odbiorze, „amelodyjny”, może ciekawy dla „muzycznych naukowców”, ale męczący dla słuchacza – takiego jak ja – chcącego przeżywać piękno muzyki zamiast zlepku przypadkowych dźwięków. Publiczność jednak mocniejszymi oklaskami nagrodziła utwór Krzysztofa Pendereckiego aniżeli Wojciecha Kilara.

Artyści orkiestry zagrali tę kompozycję równie dobrze, jak pierwszy utwór wieczoru. Na szczególne wyróżnienie zasługują soliści:

Karol Jurewicz – altowiolista 
Alicja Leoniuk-Kit – wiolonczelistka
Paweł Kapica – koncertmistrz

Po krótkiej przerwie wykonano I Koncert fortepianowy e-moll op. 11 Fryderyka Chopina. W tym przypadku to Ingolf Wunder zdominował muzyków. Orkiestra złożona z samych instrumentów smyczkowych nie wybrzmiała na tyle wyraziście i potężnie, aby mnie usatysfakcjonować. Zdecydowanie zabrakło instrumentów dętych. Ingolf Wunder zagrał natomiast świetnie. Jednak znowu niezjawiskowo. Z wielką szczerością próbowałem „zatracić się” w jego interpretacji chopinowskiego „koncertu e-moll”, ale przeszywająco zachwycił mnie tylko w paru momentach, a oczekiwałem większych doznań. Jednak sam był niezwykle „zatracony” i samo patrzenie na to jak gra – w swoim świecie – robiło ogromne wrażenie.

Piszę to wszystko w ramach najwyższych grymasów, gdyż sięgam pamięcią do fenomenalnych wrażeń jakie Ingolf Wunder dostarczył mi w roku 2010, kiedy to słyszałem go po raz pierwszy na żywo podczas I etapu XVI Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, odbywającego się w Filharmonii Narodowej w Warszawie oraz podczas koncertu laureatów, który miał miejsce w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Wtedy to Ingolf Wunder grał nieziemsko, zdobył II miejsce (ex aequo z Lukasem Geniusasem, miejsce I zdobyła Julianna Awdiejewa), a powinien – według mnie – ten konkurs wygrać.

Po pierwszej części koncertu Chopina na festiwalu NDI Sopot Classic cześć widzów zaczęła bić brawo, co słusznie – jednak może zbyt ostro – reakcją oburzenia uciszyła siedząca obok mnie melomanka. To świadczy o tym, że częściej powinno się wystawiać takie koncerty, aby kształcić publiczność w reakcjach na tego typu wydarzeniach.

Widzowie oklaskami na stojąco podziękowali Ingolfowi Wunderowi, co oczywiście wymusiło bisy. Pianista zagrał dwa utwory: brawurowo wykonany – tak jak marzyłem usłyszeć – Polonez As-dur Op. 53 Fryderyka Chopina oraz perfekcyjnie, cudownie i melancholijnie zinterpretowaną kompozycję „Światło księżyca” Claude`a Debussy`ego

Przez cały koncert zastanawiałem się nad jakością fortepianu, na którym grał austriacki pianista. Poniekąd zrzucałem winę z gry Ingolfa Wundera właśnie na barwę i charakter dźwięku instrumentu, który był mocno ostry, szklisty i bez ciepła. Po koncercie sprawdziłem markę, był to Steinway & Sons. Mocno się zdziwiłem…       

Koncertem dyrygował dyrektor artystyczny zarówno Festiwalu, jak i Filharmonii Sopockiej Wojciech Rajski. Muzycznie poprowadził koncert wspaniale. Trudno odnieść mi się do techniki dyrygenckiej, gdyż fortepian zasłaniał mi postać Wojciecha Rajskiego. Jednak jeśli tak znakomicie gra orkiestra to znaczy, że dyrygent również swoją charyzmą poprowadził muzyków bardzo dobrze.   

KONCERT ZESPOŁU VOCES8

Koncert odbył się 9 sierpnia w Kościele św. Jerzego, mieszczącego się przy głównym deptaku Sopotu, tzw. Monciaku. Miejsce zostało wybrane wprost idealnie na tego typu wydarzenie.

Zespół VOCES8 to występująca na całym świecie grupa młodych wokalistów, śpiewająca a cappella repertuar od muzyki renesansowej po utwory współczesne. Taki też program zaprezentowali sopockiej publiczności.

Osobiście jednak mnie „nie porwali”. Artyści: Andrea Halsey (sopran), Eleonore Cockerham (sopran), Chris Wardle (alt), Barnaby Smith (alt), Blake Morgan (tenor), Sam Dressel (tenor), Rob Clarke (baryton) i Jonathan Pacey (bas) pomimo, że określają się głosami przypisywanymi śpiewakom operowym, dysponują jedynie tzw. „głosami białymi”, używanymi głównie w spektaklach musicalowych i muzyce sakralnej. 

Śpiewali niezwykle czysto i ujmująco pięknymi barwami, jednak bez wewnętrznej charyzmy i energii. Wszystkie utwory – z różnych stylów – były zinterpretowane niemalże jednakowo. Zjawiskowo wyśpiewywali nuty, jednak artyzmu i bogatej interpretacji w ich wykonaniu było niewiele. Przez większość czasu stali w miejscu i głównie skupiali się na tym, aby śpiewać czysto. Tylko w niektórych utworach się poruszali i już robiło to lepsze wrażenie. Może na tym miał właśnie polegać ten koncert, aby – jak się mówi współcześnie – „chilloutować” publiczność? Jeśli tak, to się udało, bo prawie zasnąłem.

Byli jednak bardzo sympatyczni w odbiorze – szczególnie, gdy po zakończeniu utworów szczerze się uśmiechali. Każdy ze śpiewaków w trakcie koncertu przemawiał po angielsku, jednak co było najbardziej urocze… jeden z artystów przywitał i pożegnał publiczność po polsku z zabawnym angielskim akcentem. Już sam ten wspaniały gest zbudował niezwykły szacunek i zachwyt wśród widzów, którzy w nadkomplecie wypełnili kościół i na stojąco zgotowali zespołowi VOCES8 gromkie brawa. Swoją sympatyczność artyści okazali również po koncercie, kiedy to wyszli przed kościół i ochoczo rozmawiali z publicznością, rozdawali autografy i robili zdjęcia. A chętnych było niemało!

KONCERT FINAŁOWY MUZYKI FRANCUSKIEJ

Koncert zatytułowany „Pod niebem Paryża” odbył się w Operze Leśnej 11 sierpnia. Pod batutą Wojciecha Rajskiego, przez cały wieczór towarzyszyła nam orkiestra PFK Sopot w trzykrotnie poszerzonym składzie – wraz z najlepszymi, zaproszonymi gościnnie muzykami z orkiestr całej Polski. Wszyscy artyści muzycy zagrali zjawiskowo i spisali się na medal.

Koncert podzielony był na dwie części. Pierwsza oparta była na muzyce klasycznej, natomiast druga na muzyce filmowej i bardziej popularno-rozrywkowej – ale tej rozrywkowej z najwyższej półki.

Podczas koncertu wystąpili znani i cenieni śpiewacy operowi, soliści muzycy oraz śpiewający aktorzy. Na dużo wyższym poziomie zaprezentowali się jednak muzycy aniżeli wokaliści.      

W I części wystąpili:

Sopranistka Edyta Piasecka oraz mezzosopranistka Bernadetta Grabias. Wspólnie zaśpiewały duet „Barcarolle” z II aktu opery „Opowieści Hoffmana” Jacques`a Offenbacha. Wykonały go bardzo dobrze. Jednak bliżej mikrofonu stała Bernadetta Grabias, przez co była lepiej słyszalna. Ale głosy solistek współbrzmiały zadowalająco.

Edyta Piasecka solo zaśpiewała arię Julii „Je veux vivre” z I aktu opery „Romeo i Julia” Charles`a Gounoda. Zaśpiewała ją nie najlepiej. Już od pierwszych taktów była pod dźwiękiem i niestety nie udało jej się dostroić do orkiestry przez cały utwór. Również interpretacyjnie zaśpiewała zbyt ciężko tę lekką, zwiewną arię, przecież młodziutkiej, kilkunastoletniej Julii. Szkoda, gdyż bardzo cenię Edytę Piasecką i uznaję ją za jeden z najlepszych obecnie śpiewających sopranów w Polsce. Technicznie – w swojej tonacji! – zaśpiewała bardzo dobrze, jednak całość pozostawiała wiele do życzenia. Natomiast wyglądała elegancko i niezwykle zgrabnie w czerwonej, długiej sukni.

Bernadetta Grabias śpiewająca arię „Mon coeur s`ouvre a ta voix” z II aktu opery Camille`a Saint-Seansa „Samson i Dalila” zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Miała momentami problemy z początkami fraz, przez które lekko się „prześlizgiwała” „białym głosem”. Jednak arię wykonała piękną barwą i niezwykle czysto. Bernadetta Grabias zaśpiewała znakomicie brzmiącą średnicą, świetnymi – jak na mezzosopran – górami, ale niestety zbyt mało wyrazistymi dołami. Natomiast ładnie zinterpretowała całą arię, często budując przeszywający dramatyzm. Zdecydowanie była najlepszą śpiewającą artystką koncertu. Wielkie gratulacje!

Podczas wieczoru wspaniale zagrała młodziutka, zaledwie 25-letnia, zjawiskowa skrzypaczka Amelia Maszońska, wzruszająco interpretująca słynną „Medytację” z opery „Thais” Jules`a Masseneta. Ogromne brawa!

Na zakończenie I części wykonano „Bolero” Maurice`a Ravela. Wojciech Rajski zadyrygował ten utwór fantastycznie, z ogromną werwą i natężeniem „rozpędzającego się pociągu” – tak jak powinno to właśnie wybrzmieć. Orkiestra zagrała fenomenalnie. Na szczególne wyróżnienie zasłużyli muzycy orkiestry, grający w „Bolerze” solo:

Maksymilian Lipień – rożek angielski
Damian Lipień – fagot
Paweł Gusnar – saksofon sopranowy
Arkadiusz Skotnicki – werbel
Krzysztof Zbijowski – klarnet
Dawid Głowacki – klarnet in es
Stanisław Majerski – trąbka
Maciej Stromski – puzon 

W II części wystąpili:

Aktorka Anna Guzik i aktor Kacper Kuszewski. Zaśpiewali – wspaniale, że zarówno w języku polskim, jaki i francuskim – piosenki z repertuaru m.in. Hubert`a Girauda, Norbert`a Glanzberga, Jacques`a Brela i Toto Cutugna.

Niegdyś obydwoje artyści zachwycali nas występując w ciekawym i uważam wartościowym programie telewizyjnym „Twoja Twarz Brzmi Znajomo„, a szczególnie Kacper Kuszewski, który jedną z edycji wygrał.

Piosenki na festiwalu NDI Sopot Classic wykonali z fantastyczną aktorską interpretacją, czystą dykcją, ładną barwą, lecz bez poruszającej głosowej energii. Ich śpiew był ładny, ale raczej na poziomie barowego karaoke, ale na pewno nie na poziomie, do jakiego przyzwyczaili nas podczas wspomnianego telewizyjnego programu. Po tym, co usłyszałem w ich wykonaniu w Operze Leśnej mam wątpliwości, czy w trakcie polsatowskiego programu śpiewali swoje utwory na żywo. Są dwie możliwości: albo fachowi pedagodzy tak mocno na próbach ich wtedy wyćwiczyli, że aktorzy przekraczali własne możliwości głosowe, a gdy ich zabrakło zaczęli występować bez szału, albo wtedy wszystko nagrywane było przy pomocy nowoczesnej technologii? Obydwie opcje są bardzo prawdopodobne.

Mimo wszystko nie da się ukryć, że Anna Guzik i Kacper Kuszewski to „zwierzęta” sceniczne. Zachowywali się niezwykle swobodnie emanując radością bycia na estradzie, czego niestety brakowało śpiewakom operowym.

Na instrumentach solo zagrali: saksofonista Paweł Gusnar, który wprowadził publiczność w cudownie melancholijny nastrój, wykonując motyw z filmu „Panienki z Rochefort”. Na flecie poprzecznym – niewielki, ale znaczący – fragment z filmu „Autor Widmo” wykonała zachwycająco brzmiącym wibratem Grażyna Zbijowska. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie fenomenalny akordeonista, zwycięzca programu „Mam Talent!Lukas Gogol, który pięknie zinterpretował kilka utworów, lecz szczególnie wyróżnił się grając, po prostu po mistrzowsku, słynny motyw z filmu „Amelia”.

Na finał wszyscy artyści zagrali i zaśpiewali utwór „Chanson d`amour” Wayney`a Shanklina.  

POLSKIE PROBLEMY KONFERANSJERSKIE

Każdy z 4. koncertów prowadził inny konferansjer. Wszystkich miałem możliwość usłyszeć po raz pierwszy. Występ Katarzyny Janowskiej już opisałem w osobnym tekście dotyczącym koncertu Piotra Beczały, który zamieszczony jest na stronie www.SympatycySztuki.pl oraz na www.E-teatr.pl, więc nie będę się powtarzał.

Na kolejnych koncertach może nie było tak skandalicznie, ale również nie było najlepiej.

Wieczór z Ingolfem Wunderem zapowiadał, a raczej czytał z kartki – mądre rzeczy o osobach związanych z koncertem – zastępca dyrektora Filharmonii Pomorskiej Cezary Nelkowski. Poprowadził to wydarzenie elegancko, ale nudnie, ospale oraz bez jakiejkolwiek charyzmy.

Koncert VOCES8 zapowiadał muzyk, producent i publicysta muzyczny Konrad Mielnik. Zaprezentował się przyzwoicie. Mówił krótko, zwięźle i na temat, natomiast bardzo ostrożnie, tonem raczej przepraszającym, że musi coś powiedzieć, aniżeli zachęcającym do wysłuchania.

Natomiast koncert finałowy zapowiadała francusko-polska aktorka oraz postać telewizyjna Elisabeth Duda. Rozpoczęła przemowę chwaląc nas niemiłosiernie. Mówiła chociażby, że jesteśmy mądrą publicznością i z pewnością szybko nauczymy się mówić po francusku, wiec zaczęła nas uczyć – niczym dzieci w przedszkolu – nikomu nieznanych w Polsce słów, jak: merci, je t`aime i liczenia do pięciu – każąc nam w dodatku na głos to po sobie powtarzać. Żenujące!

Opowiadała, że jechała do Sopotu samochodem, autokarem, samolotem i pociągiem, ale cieszyła się, że jakoś dotarła. Dziwna podróż… a poza tym, kogo to obchodzi? W pewnym momencie zapowiedziała, że coś nam pokaże… więc zdjęła buty, ze dwa razy podskoczyła na boso, po czym bez słowa zeszła ze sceny!? (Sic!)

Wyglądała natomiast przepięknie, budziła autentyczną sympatię, czuła się na scenie swobodnie, mówiła z ślicznym akcentem francuskim – co znakomicie wpisało się w tematykę koncertu – i opowiedziała dwie naprawdę zabawne anegdoty. Jednak oprócz tych paru pozytywnych aspektów kompletnie nie czuła klimatu polskiej publiczności. Rzucała francuskimi nazwami i pytała się czy je znamy, po czym dziwiła się, że publiczność milczy. Potem prosiła, żebyśmy zamknęli oczy i wyobrazili sobie piasek na plaży w Saint-Tropez, tak jakby w Sopocie nie było ani plaży, ani piasku.    

Jednak najbardziej niestosowane były aluzje do polskiej polityki. Elisabeth Duda odważyła się mówić do publiczności, która przyszła się dobrze bawić i oderwać od trudnej codziennej rzeczywistości, że ostatnio nam się dużo w Polsce nie podoba. Konferansjerka stwierdziła, że w związku z tym, że nazywa się Duda może robić na tym koncercie co tylko chce. Z pewnością na widowni byli ludzie, którzy z własnych powodów głosowali na tych, z których kpiła Pani prowadząca, wiec swoimi wypowiedziami nie tylko nie uszanowała ich poglądów, a także mogła popsuć ich nastrój.

Koncerty związane ze sztuką nie są od kpin politycznych i powinniśmy od tego stronić jak najmocniej. W dodatku w sytuacjach, kiedy tak wspaniały koncert współfinansują władze różnych opcji. Wszyscy mamy później pretensje, że polityka wchodzi do każdej dziedziny życia, a sami ją tam bezrozumnie i niepotrzebnie wpychamy!

Brzydzę się tym i apeluję do wszystkich sympatyków sztuki: NIE WCISKAJMY POLITYKI W SZTUKĘ, KULTURĘ, W WYDARZENIA ARTYSTYCZNE: OPERĘ, BALET, OPERETKĘ, MUSICALE, WERNISAŻE, KONCERTY SYMFONICZNE…, DO INSTYTUCJI KULTURY: TEATRÓW, FILHARMONII, MUZEÓW…! SZTUKA MUSI BYĆ PONAD TO WSZYSTKO, CO SIĘ DZIEJE DOOKOŁA NAS! MA BYĆ ODSKOCZNIĄ! MA DAWAĆ PRZYJEMNOŚĆ I RADOŚĆ! JEŚLI TEGO OBECNIE NIE USZANUJEMY – NAPRAWDĘ – NIGDY NIE WYJDZIEMY Z TEGO MARAZMU!

„Gdzie się podziały…niezapomniane…gdzie tamten świat…” – Ireny Dziedzic, Lucjana Kydryńskiego, Jerzego Waldorffa, Bogusława Kaczyńskiego…?

PODSUMOWANIE    

Rozmach z jakim zorganizowano całe przedsięwzięcie, mimo paru moich uwag, które zawsze ma każdy świadomy widz, był zdumiewająco pozytywny. Zarówno oprawa techniczna, jak i wizualna, a także organizacyjna i repertuarowa budziły ogromny zachwyt.

W szczególności koncerty w Operze Leśnej były dowodem na to, że w Polsce mamy miejsce dorównujące tym najsłynniejszym festiwalom, które między innymi wymieniłem na początku tego tekstu. W dodatku mamy również wspaniałą publiczność, spragnioną doznań artystycznych – związanych ze sztuką klasyczną – na najwyższym poziomie, która wypełniała dwukrotnie ponad 5 tysięcy miejsc na widowni.  

Festiwal NDI Sopot Classic pokazuje także, że w polskim społeczeństwie są firmy, instytucje, władze i pojedynczy ludzie, którzy znajdują niemałe fundusze oraz chęci, aby dać społeczeństwu najwyższych lotów kulturalną przyjemność, a w tym roku byli to:

Grupa NDI – sponsor tytularny Festiwalu
Piotr Gliński – Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Jacek Karnowski – Prezydent Miasta Sopotu

Zauważmy, że nie ważne jakie maja poglądy polityczne i jakie partie reprezentują – widzimy przecież, że różne, czasami wobec siebie skrajne albo żadne. Teraz połączyło ich jedno – SZTUKA. Za to ich ceńmy i chciejmy ich doceniać.

Trudno sobie wyobrazić, że do organizacji tak ogromnego wydarzenia doprowadziło tylko głównie 5 osób: pomysłodawca Festiwalu i jednocześnie dyrektor Filharmonii Wojciech Rajski, Ariel Ludwiczak (koordynator pracy artystycznej), Marta Borowska (koordynator marketingu i PR), Małgorzata Klekowiecka (asystent biura) oraz koordynator projektu Danuta Grochowska dbająca jednocześnie o wspaniałą atmosferę wśród gości – czego osobiście doświadczyłem – która powiedziała mi: „Koncerty te mają być dostępne dla każdego”. Pani Danuto, zapewniam Panią, że są!

Z niepohamowaną radością zachęcam wszystkich do uczestnictwa w przyszłorocznej, już 9. edycji Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego NDI Sopot Classic. Żadne bowiem relacje nie przedstawią tego pięknego, wartościowego i jakże potrzebnego kulturalnego wydarzenia. To wszystko trzeba przeżyć osobiście!

©Oskar Świtała

Relacja dostępna również na stronie: E-teatr.pl

Relacja z zeszłorocznej 7. edycji festiwalu NDI Sopot Classic: 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *