Similar Posts

2 Comments

  1. Ja także uczestniczyłem w sopockim koncercie Piotra Beczały. Zasadniczo moje wrażenia są bardzo podobne co Autora bloga Sympatycy Sztuki. Od pewnego czasu śledzę dość dokładnie przebieg kariery tego polskiego tenora. Blisko 10 lat temu, na początku mojej fascynacji światem opery, nabyłem płytę ,,Salut” Beczały i okazało się, że jego głos był odpowiedzią na moją muzyczną wrażliwość. W ramach moich możliwości staram się uczestniczyć w koncertach i przedstawieniach z jego udziałem.
    W Sopocie Piotr Beczała w mojej ocenie wypadł bardzo dobrze. Obawiałem się, że będzie się trochę oszczędzał ze względu na występy w Bayreuth. Ale nie: potraktował koncertowy występ bez taryfy ulgowej, a w wielu momentach pod względem głosowym wypadł dość imponująco. Dało się odczuć, że P. Beczała to artysta ze światowego topu!
    Co do dostrzeżonych mankamentów to ja także zwróciłem uwagę praktycznie na to samo. Co do arii Reconodita armonia: P. Beczała jeszcze nie ma jej scenicznie ośpiewanej, za pół roku będzie debiut w Wiedniu, więc myślę, że z czasem ta i druga aria z tej opery nabierze większego wyrazu. La fleur z Carmen: piano faktycznie tym razem nie wyszło idealnie (tak czasem bywa), jednak P. Beczała potrafi – jak słyszałem na własne uszy w Wiedniu (jest też zapis video na Youtube) – imponująco pociągnąć mocniejszą wersję tego fragmentu. Pomyłka tekstowa w Arii Stefana: dodałbym tu także minimalne pomylenie słów w Nessun dorma, ale taki jest urok P. Beczały, że czasem zapomina tekstu, często zgrabnie przykrywając lukę w pamięci innymi słowami.
    Również dostrzegam fakt, że polski tenor prześpiewuje sobie nowy, nieograny scenicznie repertuar na koncertach. Już śledząc programy jego recitali można prorokować, po jakie role w najbliższych latach będzie sięgał.
    Żal tylko, że nie było transmisji telewizyjnej. W czasach wszechobecności medialnej polskich piłkarzy, honorowania (zasłużenie) przez polityków naszych skoczków narciarskich i lekkoatletów niedosyt pozostawia brak zainteresowania w przestrzeni publicznej sukcesami polskich śpiewaków operowych. A oni właśnie – na czele z Piotrem Beczałą – naprawdę niemało w świecie operowym znaczą.

  2. Zaproszenie do Sopotu Piotra Beczały w ramach Sopot Classic jak i dwa lata wcześniej Aleksandry Kurzak to strzał w dziesiątkę dyrektora festiwalu Wojciecha Rajskiego . Oczywiście byłem na obu koncertach i mogę powiedzieć z czystym sumieniem , że z obu koncertów wychodziłem zachwycony . Trójmiejska publiczność ( która po wielekroć okazywała wspaniałe przyjęcie wybitnym artystom) nie zawiodła . Tak też wywiązała się natychmiast jakaś wspaniała więź pomiędzy wykonawcami a publicznością ,którą trudno inaczej wytłumaczyć jak tylko obecnością wielkiej sztuki. Nie waham się użyć tego słowa gdyż koncerty z obecnością Aleksandry Kurzak jak i Piotra Beczały zachwyciły publiczność Opery Leśnej w Sopocie . Nie przeszkodziła w tym amatorska konferansjerka ani też nie przeszkodziłaby hipotetyczna ulewa czy burza . Kilka lat temu byłem w Poznaniu na „Eugeniuszu Onieginie ” z udziałem Mariusza Kwietnia aby usłyszeć na własne uszy – czym tak na prawdę ludzie się zachwycają ? Opera w Poznaniu nie ma wielkiej przestrzeni ale tekst rosyjski wszystkim wykonawcom przyklejał się do podniebienia i nie był zrozumiały jedynie Mariusz Kwiecień śpiewał zrozumiale i wspaniale . Jego rola wypadła zachwycająco pomimo ociekającej wodą scenie . Wracając jeszcze do Piotra Beczały myślę ,że jego koncert z orkiestrą Wojciecha Rajskiego pozostanie na wiele lat w pamięci trójmiejskich melomanów (owiniętych w kocyki) jako niezwykłe i piękne wydarzenie . Ten głos po prostu zachwyca i nie chodzi tu o górne si .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.