Wieczny Leonard Bernstein – Dziś miałby 100 lat

Był jednym z najznakomitszych dyrygentów i kompozytorów XX wieku. Dokładnie dziś Leonard Bernstein obchodziłby setną rocznicę urodzin.

Przyszedł na świat 25 sierpnia 1918 roku w Lawrence, w stanie Massachusetts. Urodził się w imigranckiej rodzinie rosyjsko-żydowskiej lub – jak poniekąd słusznie twierdzą niektórzy – ukraińsko-żydowskiej. Bowiem obwód wołyński (miejsce narodzin matki) oraz miasto Dubno w obwodzie rówieńskim (miejsce narodzin ojca), należą obecnie do terytorium Ukrainy. Aż szkoda, że Leonard Bernstein nie urodził się rok później, wtedy moglibyśmy twierdzić, że był Polakiem, gdyż te tereny w latach 1919 – 1939 należały do Polski.

Matka Jennie Resnick w młodości pracowała w zakładach włókienniczych, natomiast ojciec Samuel Joseph był przedsiębiorcą oraz uczonym talmudystą.

W dzieciństwie Leonard Bernstein brał lekcje gry na fortepianie, jednak zanim zaczął się uczyć, sam instynktownie ze słuchu powtarzał na pianinie usłyszane dźwięki. Studiował na Harvardzie, gdzie zdobył wykształcenie humanistyczne. Następnie w roku 1939 rozpoczął naukę w Curtis Institute of Music w Filadelfii. Tam uczył się gry na fortepianie u Isabelli Vengerovej, dyrygentury u Fritz`a Reinera i orkiestracji u Randall`a Thompsona. Jednak najważniejsze studia zaczął w 1940 roku pod okiem znakomitego dyrygenta Serge`a Koussevitzkya (którego później był asystentem) w nowo utworzonym letnim instytucie Boston Symphony Orchestra, w Tanglewood.

Jego kariera rozpoczęła się od niespodziewanego wydarzenia, które zmieniło jego życie. Mianowicie 14 listopada 1943 roku, kilka godzin przed pewnym koncertem, wezwano go, aby zastąpił znanego dyrygenta. Był to koncert orkiestry New York Philharmonic w słynnej Carnegie Hall, który transmitowano na cały kraj, a zastąpionym dyrygentem był wielki Bruno Walter. Po tym wydarzeniu od razu zaproponowano mu stałą współpracę jako asystent dyrygenta w tamtejszej orkiestrze, a cały świat zaczął dowiadywać się o – nikomu wcześniej nieznanym – 24. letnim Leonardzie Bernsteinie.

Po II wojnie światowej jego kariera nabrała tempa. W latach 1945-47 Leonard Bernstein został mianowany na stanowisko dyrektora muzycznego New York City Symphony. Następnie od roku 1958 do 1969 pełnił funkcję dyrektora muzycznego w New York Philharmonic. Z orkiestrą tą związał się do końca życia, gdyż otrzymał tam tytuł dożywotniego dyrygenta. Współpracowali razem przez 47 lat, zagrali razem 1244 koncerty oraz uwiecznili wspólnie większość z ponad 400. nagrań Bernsteina.

W międzyczasie również nauczał. W roku 1951 objął – na wiele lat – obowiązki profesorskie po śmierci Serge’a Koussevitzkyego w instytucie Boston Symphony Orchestra, w Tanglewood. Prowadził także warsztaty na licznych festiwalach oraz dawał wykłady w akademiach i na uniwersytetach całego świata jak chociażby w słynnej Juilliard School.    

Dyrygował niemalże na całym globie. Występował z najbardziej cenionymi orkiestrami świata, w wielu prestiżowych salach koncertowych, w liczących się teatrach operowych, na ważnych festiwalach, otaczając się zawsze najwybitniejszymi artystami i twórcami. Do jednego z najważniejszych występów w bogatym dorobku Leonarda Bernsteina można zaliczyć debiut w roku 1953 w Teatro alla Scala, gdzie wystąpił jako pierwszy w historii amerykański dyrygent, który poprowadził w tej legendarnej świątyni sztuki spektakl operowy. Tym przedstawieniem była „Medea” Cherubiniego z niezastąpioną Marią Callas w roli tytułowej, dzięki której dzieło to – po wielu latach zapomnienia – wróciło na światowe sceny operowe.

Do legendy przeszły jego interpretacje symfonii Gustava Mahlera, którego uważał za jednego z najgenialniejszych kompozytorów wszystkich czasów. Leonard Bernstein starał się przybliżać – głównie publiczności amerykańskiej – twórczość tego genialnego kompozytora urodzonego w roku 1860, w Kaliste obok Humpolca, w Cesarstwie Austriackim (obecnie Czechy). 

Obok dyrygentury równie ważne miejsce w życiu Leonarda Bernsteina zajmowała własna twórczość kompozytorska. Na świecie znane są głównie jego znakomite musicale, ale komponował również opery, balety oraz muzykę symfoniczną, chóralną, filmową i teatralną. Pisał także piosenki, chociażby dla Franka Sinatry.

Jego pierwszym dużym dziełem była I Symfonia „Jeremiasz” napisana w roku 1942. Do najsłynniejszych dzieł Bernsteina zaliczyć można m.in.: 

Balety:
Fancy Free (1944)
Facsimile, Choreographic Essay for Orchestra (1946)
Dybbuk (1974) 

Opery:
Trouble in Tahiti (1952)
Candide (1956)
A Quiet Place (1983)

Musicale:
On The Town (1944)
Wonderful Town (1953)
West Side Story (1957)
The Madwoman of Central Park West (1979) 

Utwory symfoniczne:
Symphony No. 1 Jeremiah (1942)
Symphony No. 2 The Age of Anxiety (1949)
Symphony No. 3 Kaddish – poświęcona pamięci prezydenta Johna F. Kennedy’ego (1963)
Three Meditations from „MASS” (1977)
Slava! A Political Overture (1977)

Leonard Bernstein był także znakomitym pianistą. Mocno promował kompozytorów amerykańskich. Jego ulubionym twórcą był Aaron Copland, którego „Wariacje fortepianowe” grywał – szczególnie w młodości – tak często, że stały się jego znakiem rozpoznawczym.

Był 11-krotnym zdobywcą nagród Emmy oraz 16-krotnym nagród Grammy.

W roku 1951 wziął ślub z chilijską pianistką i aktorką Felicją Montealegre. Miał z nią troje dzieci:

– córka Jamie Anna Maria (ur. 1952)
– córka Nina Maria Felicia (ur. 1962)
– syn Alexander Serge Leonard (ur. 1955)  

Jego ostatni występ odbył się 19 sierpnia 1990 roku wraz z bostońskimi symfonikami w Tanglewood. Wspólnie wykonali wtedy „Cztery Morskie Interludia” Benjamina Brittena oraz beethovenowską VII symfonię. Natomiast 9 października tegoż roku ogłosił koniec swojej kariery zawodowej. 

Zmarł 5 dni później, 14 października 1990 roku, w swoim nowojorskim apartamencie na Manhattanie na atak serca, który spowodowany był przewlekłą niewydolnością płuc (był nałogowym palaczem). Miał 72 lata. Pochowany został na brooklińskim Green-Wood Cemetery wraz z partyturą „V Symfonii” Gustava Mahlera przy sercu.

Leonard Bernstein do Warszawy przyjechał dwa razy. Pierwszy z orkiestrą New York Philharmonic, a było to w roku 1959. Wtedy to grał na fortepianie oraz dyrygował – również własnymi kompozycjami. Jerzy Waldorff oglądając te występy, opisał amerykańskiego dyrygenta dość zgryźliwie: „Bernstein skakał w górę, potem kucał, tupał, podrygiwał, tańczył, gryzł palce, a na koniec poprowadził bis, klęcząc na taborecie od fortepianu”. Drugi raz – jak opowiadała mi dyrektor Agnieszka Kreiner – zawitał do Polski w roku 1989, w 50. rocznicę wybuchy II wojny światowej. Zadyrygował w Teatrze Wielkim w Warszawie orkiestrą katowickiego NOSPR-u. Wykonali wspólnie „Leonorę 3” (3. wersję uwertury do opery „Fidelio”) Beethovena, „Ocalały z Warszawy” op. 46 Arnolda Schonberga ze słynną norweską aktorką Liv Ullmann oraz „Chichester Psalm” Bernsteina z dziecięcym chórem „Poznańskich Słowików„.

Ekspresja w dyrygowaniu była cechą charakterystyczną Leonarda Bernsteina. Potrafił bez pamięci zatracić się w dźwiękach prowadzonych przez siebie utworów. Budziło to salwy braw wśród rozentuzjazmowanej publiczności, która często po raz pierwszy w życiu widziała tak charyzmatycznego dyrygenta. 

Znany wiolonczelista i dyrygent rosyjski Mścisław Rostropowicz grał kiedyś koncert w Paryżu pod batutą Leonarda Bernsteina. Przed rozpoczęciem pierwszej próby zobaczył, że na podium dyrygenckim leży mały materac. Ktoś tu sypia? – zapytał z ironią. Nie – wyjaśnił jeden z muzyków – lecz gdy Bernstein skacze podczas dyrygowania, to bez materaca zagłusza całą orkiestrę.

Dziś miałby dokładnie 100 lat. Przecież ludzie tyle żyją! Niestety odszedł z naszego świata o co najmniej 28 lat za wcześnie. Na szczęście zachowało się wiele nagrań zarówno radiowych, jak i wideo z udziałem Leonarda Bernsteina – filaru XX-wiecznej muzyki klasycznej, o którym wszyscy sympatycy sztuki będą pamiętać do końca świata, a nawet jeden dzień dłużej.

©Oskar Świtała

Wspomnienie dostępne również na stronie: E-teatr.pl

Historyczny koncert w katowickim NOSPRze:

 

Oto nadzwyczajne emocje, jakie rozsiewał podczas dyrygowania Leonard Bernstein:

 

Ad vocem: “Wieczny Leonard Bernstein – Dziś miałby 100 lat

  1. Piękny,wzruszający reportaż, z precyzją i dokładnością oraz niespotykaną u innych wyczuwalna sympatią do postaci.Całość ,za co baaardzo dziękuję przenosi do lepszego świata. Na inna półkę .Z ogromnym wzruszeniem dziękuję. Oskar będziesz wielki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *