„Turandot”! Ostatnie 100-lecie w historii opery – wtedy Rosa Raisa, dzisiaj Ewa Płonka!
Dziś magiczny dzień! Jeden z najważniejszych w historii opery!

Dokładnie 100 lat temu odbyła się prapremiera opery „Turandot” Giacomo Pucciniego. 25 kwietnia 1926 roku, 3000 melomanów z całego świata zajęło miejsca na widowni mediolańskiej La Scali. Przybyli, aby usłyszeć dźwięki – jak potem historia pokazała – ostatniej klasycznej opery świata. Teraz już wiemy, że uczestniczyli w wydarzeniu wiekopomnym!
Opera „Turandot”, wystawiona dwa lata po śmierci kompozytora, zakończyła ważny rozdział w historii „Królowej Sztuk”, a jednocześnie otworzyła nowy. To wszystko dzięki Arturo Toscaniniemu – ówczesnemu dyrektorowi Teatro alla Scala, legendarnemu dyrygentowi, a przede wszystkim przyjacielowi i wielbicielowi Pucciniego.
Jest rok 1926. Wybiła 21:00. Toscanini podnosi batutę. Orkiestra wydobywa pierwsze magiczne dźwięki jednego z najgenialniejszych dzieł operowych wszystkich czasów. Ten moment upamiętniam, co do minuty, publikując niniejszy tekst dokładnie o godzinie rozpoczęcia 100 lat temu prapremiery!

Giacomo Puccini nie ukończył dzieła. Zdążył zinstrumentalizować swoją operę do trzeciego aktu, do sceny śmierci Liu. Podczas ostatniej przed śmiercią rozmowy z Toscaninim, wręczył przyjacielowi trzy ostatnie szkice, dwóch ostatnich scen. W sumie 36 stron rękopisów. Dyrektor La Scali zlecił kompozytorowi Franco Alfano – uczniowi Pucciniego – ukończenie opery na bazie otrzymanych szkiców.
Szokująca, zaskakująca, ikoniczna, niesłychana, zaplanowana i niezaplanowana… taka była prapremiera „Turandot”. Podczas tego wieczoru wydarzyła się rzecz, która zaskoczyła wszystkich w La Scali – widzów, ale przede wszystkim artystów. Po scenie śmierci Liu, Arturo Toscanini niespodziewanie zatrzymał muzykę, obrócił się w kierunku widowni i powiedział: „W tym miejscu Giacomo Puccini przerwał pracę. Śmierć okazała się silniejsza od sztuki”. Odłożył batutę, zszedł z pulpitu dyrygenckiego i zakończył spektakl. Oddał tym samym hołd jednemu z najgenialniejszych kompozytorów wszystkich czasów. Spektakl z finałem ukończonym przez Franco Alfano wykonano podczas drugiego spektaklu.
Arturo Toscanini nie spodziewał się, że tym spontanicznym gestem zapoczątkował jedną z najpiękniejszych tradycji w historii opery. Od tamtej pory bowiem wszyscy reżyserzy oraz dyrygenci na całym świecie, dokładnie w tym samym miejscu zatrzymują operę na minutę, oddając szacunek Giacomo Pucciniemu.


Przed śmiercią Puccini miał dwie ostatnie prośby do Toscaniniego: aby nie zapomniał o jego Turandot oraz aby w tytułowej partii obsadził polską sopranistkę, pochodzącą z Białegostoku Różę Bursztyn, znaną na świecie jako Rosa Raisa.
Teatro alla Scala po 100 latach od prapremiery „Turandot” uczciła ten moment w sposób na wskroś niezwykły. Obsadzili w partii Turandot ponownie Polkę – Ewę Płonkę!
Historia zatoczyła koło, a ja byłem tego świadkiem.
Wydarzenie odbyło się 8 kwietnia. Do La Scali poleciałem na zaproszenie Daniela Doberstein – nadzwyczajnej postaci świata sztuki, głównie malarstwa, rzeźby i rzemiosła artystycznego. Dziękuję Danielu za zaproszenie!
Bilety na „Turandot” zostały wyprzedane miesiące temu. Cały świat bowiem chciał uczestniczyć w tym najważniejszym wydarzeniu kulturalnym 2026 roku i jednym z najważniejszych w historii opery. Nigdy już bowiem nie odbędzie się 100 lecie opery klasycznej, bo „Turandot” była ostatnią!

Daniel Doberstein otrzymał zaproszenie od samej Ewy Płonki, z którą nawiązał kwitnącą znajomość. Jest mi niezwykle miło tę relację obserwować, gdyż jestem jej ojcem chrzestnym.
W ubiegłym roku poznałem te wyjątkowe postacie podczas zaaranżowanego przeze mnie obiadu w Paryżu. Ewa Płonka odnosiła wtedy sukcesy jako Aida w Opera Bastille.
Po jubileuszowym spektaklu „Turandot” udaliśmy się pod wejście dla artystów, oczekując na naszą Gwiazdę. Czekały na nią również tłumy melomanów z całego świata! Ewa rozdawała autografy i robiła sobie zdjęcia dłuższy czas. Pięknie było na Jej sukces patrzeć! Następnie Ewa Płonka zaprosiła kameralne grono przyjaciół i wielbicieli na kolację. Podczas wieczoru wraz z Danielem Doberstein wręczyliśmy Ewie pamiątkowy, wyjątkowy, bo dokładnie 100-letni naszyjnik z turkusami. Ewa Płonka to klasa i elegancja sama w sobie. Zaraz na drugi dzień opublikowała film, w którym podziękowała nam za prezent. Takie gesty to dzisiaj rzadkość, więc tym bardziej Ewo to cenię!
Przedstawienie po mistrzowsku wyreżyserował Davide Livermore. Przeniósł nas w świat momentami nierealny, postapokaliptyczny, czasem ziemsko nieprzyzwoity, jak również pięknie chińsko-cesarski. Nie jestem zwolennikiem przenoszenia akcji spektakli w inne miejsca i czasy, niż te zapisane przez protoplastów. Dziś jednak ta tendencja jest światowym trendem i muszę to zaakceptować. Mam jednak jedno kryterium… wszystko musi mieć logikę i zgadzać się ze śpiewanymi przez artystów słowami. Davide Livermore sprostał temu wyzwaniu tworząc spektakl na wskroś logiczny, wizualnie piękny, konsekwentnie poprowadzony oraz warsztatowo profesjonalnie wyreżyserowany.
W 2012 roku po raz pierwszy byłem w Teatro alla Scala na najgenialniejszym spektaklu operowym mojego życia. Była to klasyczna wersja „Cyganerii” Pucciniego wyreżyserowana przez arcymistrza Franco Zeffirellego, w dodatku z Piotrem Beczałą w partii Rodolfa. Puccini po raz drugi przywiódł mnie to tej „Świątyni Sztuki Operowej” i po raz kolejny obejrzałem najlepszy spektakl swojego życia, lecz tym razem w wersji współczesnej!
Ewie Płonce podczas jubileuszowej „Turandot” towarzyszyli: jako Timur pięknie brzmiący bas – Adolfo Corrado, jako Kalaf nośny i pewny, najlepszy jakiego na żywo słyszałem tenor – Angelo Villari, jako Liu fenomenalna, modulująca głos jak marzenie, mistrzowsko brzmiąca we wszystkich rejestrach sopranistka – Mariangela Sicilia oraz po prostu idealni: Ping – Biagio Pizzuti, Pang – Paolo Antognetti, Pong – Francesco Pittari!
Kierownictwo muzyczne La Scala powierzyła włoskiemu dyrygentowi Nicola Luisottiemu. To był muzyczny majstersztyk i bezdyskusyjnie pod względem muzycznym spektakl mojego życia. Poprowadził fenomenalną orkiestrę La Scali wybitnie. Wszystko było perfekcyjne: interpretacja muzyczna, jakości wykonania, zróżnicowania temp, wyciąganie odpowiednich sekcji w idealnych momentach, budowanie podniosłej monumentalności w scenach kulminacyjnych, a przed wszystkim otulanie artystów niezwykłym nastojem muzycznym z jednoczesnym wyczuciem natężenia orkiestry, aby to śpiewacy byli zawsze na pierwszym planie. Miałem wrażenie jakby dyrygent z orkiestrą i śpiewakami zinterpretowali każdy takt opery. Nie było równomierności. Nicola Luisotti zabawił się muzyką. To było magiczne!
Najważniejsza jednak dla mnie, w tej pięknej bajce, była ONA – druga w historii La Scali polska sopranistka w roli księżniczki Turandot – Ewa Płonka!
To jedna z koronnych partii naszej wybitnej sopranistki. Śpiewa ją od lat na całym świecie: w The Royal Opera 20 – 2025, Teatro Real Madryt – 2023 , Deutsche Oper Berlin – 2024, Seoul COEX Center – 2024, The Tokyo Bunka Kaikan – 2024, Washington National Opera – 2024, Staatsoper Opera – 2003, Staatsoper Hamburg – 2024, Teatro Massimo – 2024, a w tym roku debiutuje nią na deskach La Scali!
Ośmielę się stwierdzić, że ze względu na skalę i historię wydarzenia, Ewa Płonka jest najważniejszą śpiewaczką operową tego roku na świecie. Tym kolosalnie ważnym występem Ewa Płonka – tak jak 100 lat temu Rosa Raisa – na zawsze zapisała się w annałach polskiej, jak i światowej historii opery. Na ten spektakl czekał cały świat i dziś mówi o nim cały świat. Jestem przekonany, że dyrektorzy kolejnych prestiżowych teatrów operowych, którzy przybyli na przedstawienie, otworzą naszej sopranistce swoje kurtyny – z The Metropolitan Opera na czele. Tego, Droga Ewo, życzę Tobie z całego serca!
Przekonałem się po raz kolejny o magii La Scali. O jej niepodważalnym pierwszeństwie wśród teatrów operowych świata. Nigdzie tak, jak na tej magicznej widowni, nie czuć ducha legend artystycznych, które przekraczały granicę naszych wyobrażeń. Gdy zająłem miejsce wśród publiczności myśli moje od razu powędrowały do minionych stuleci. Do momentów historycznych, które tam się wydarzyły. Do wszystkich prapremier, do legendarnych debiutów, do spektakularnych sukcesów i porażek największych artystów wszystkich czasów. Do historii ich współpracy, wspólnego budowania jakości spektakli, do ich waśni i przyjaźni… Przeżywali to wszystko właśnie tam, gdzie siedziałem.
Do tej pory mogłem jedynie czytać o relacjach i emocjach towarzyszących świadkom tamtych wiekopomnych wydarzeń. Teraz stałem się jednym z nich!
Kiedy opuszczałem teatr po raz kolejny przekonałem się, że trzeba w tym gmachu bywać jak najczęściej.
Panuje tam bowiem pewna niezmienna zasada –
CZAS W TEATRO ALLA SCALA PŁYNIE ZAWSZE CIUT ZA SZYBKO!
Szczególnie, jak sukces odnoszą polscy artyści, tacy jak
EWA PŁONKA!

