Sentymentalna podróż baletowa do Bytomia (cz.II) – „Exodus” i „Gala Szkoły Baletowej”

Kontynuując swoją sentymentalną podróż do „baletowego Bytomia”, miasta które – jak wspominałem w części I – wychowało mnie artystycznie, udałem się do Bytomskiego Centrum Kultury, gdzie 11 lat temu zdawałem dyplom ukończenia szkoły baletowej. Następnie wybrałem się na „Galę Baletową z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca” do Opery Śląskiej, którą od 12. lat organizuje Ogólnokształcąca Szkoła Baletowa im. Ludomira Różyckiego w Bytomiu.

 

„EXODUS” – WIECZÓR BALETOWY, NA KTÓRY
SPUSZCZAM ZASŁONĘ MILCZENIA

 

Dzień po premierze „Don Kichota”, którą opisałem w poprzedniej części „Sentymentalnej podróży…” (link tu), zostałem zaproszony przez Michaiła Zubkova na premierę wieczoru baletowego, zatytułowanego „Exodus”. Ten lubiany przeze mnie choreograf i pedagog Zespołu „Śląsk” niestety tym razem nie stworzył choreografii, o której mógłbym wypowiedzieć się pozytywnie. Całość wykonywali tancerze Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny, a premiera odbyła się 27 kwietnia 2019r. w Bytomskim Centrum Kultury, nazywanego potocznie „BECEK-iem”.      

Szesnastu tancerzy zaprezentowało połączenie tańca współczesnego i ludowego z elementami teatru dramatycznego, a wieczór składał się z dwóch części i trzech choreografii. Reżyserię całości wieczoru przygotował Paweł Szumiec.

W części pierwszej zobaczyliśmy choreografię Juraja Kubanki, do słynnej „Orawy” Wojciecha Kilara. Prapremiera tej wersji choreograficznej odbyła się 15 marca 2002 roku w Teatrze Wielkim w Warszawie, podczas Jubileuszu 70-tych urodzin Wojciecha Kilara. Podczas sobotniego występu w tej części – przecież tak porywającej dzięki muzyce Kilara – rzucał się w oczy jedynie kompletny brak energii u tancerzy.

W części drugiej tancerze wykonali premierowe: „Preludium” oraz tytułowy „Exodus” – oczywiście wszystko oparte było na muzyce Wojciecha Kilara. Choreografie stworzył Michaił Zubkov. Niestety zobaczyłem tylko „ulicznie” proste układy, a także antymuzyczne oraz pozbawione treści choreografie.

Twórców tego wieczoru mogę jedynie pochwalić za to, że sięgają ciągle po muzykę Wojciecha Kilara, dzięki czemu nie pozwalają światu zapomnieć o naszym wybitnym Polaku.

Na resztę tego, co widziałem podczas spektaklu zatytułowanego „Exodus – podróż od tradycji do współczesności”, spuszczam zasłonę milczenia.

 

GALA BALETOWA Z OKAZJI MIĘDZYNARODOWEGO
DNIA TAŃCA

 

Dygresja

Zanim przejdę do tematu głównego muszę poruszyć pewną sprawę, która od pierwszych dni nauki w bytomskiej szkole baletowej bardzo mnie nurtowała. Ogólnokształcąca Szkoła Baletowa w Bytomiu nosi imię Ludomira Różyckiego. Osobiście bardzo cenię twórczość tego kompozytora, a w dodatku, gdy tylko jestem na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach, gdzie spoczywa, zawsze zapalam patronowi mojej szkoły znicz. Jednak dlaczego twórca muzyki do zaledwie dwóch baletów, czyli: „Pan Twardowski” (prawda, najsłynniejszy w całej polskiej literaturze) oraz „Apollo i dziewczyna” został patronem szkoły baletowej?

Żaden z pedagogów nigdy nie umiał mi tego w sposób przekonujący wytłumaczyć. Zresztą nie ma się co dziwić, gdyż do dziś na stronie internetowej bytomskiej szkoły jest biografia kompozytora, mówiąca jedynie w czterech słowach o jego związkach z baletem, czyli wymieniono dwa powyższe tytuły baletów. Dobrze, że podane są chociaż związki Ludomira Różyckiego ze Śląskiem, bo przecież przez ostatnich 8 lat życia mieszkał w Katowicach, wykładał i był dziekanem w katowickiej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej, a także w Katowicach rekonstruował swoje partytury, które zostały zniszczone podczas II wojny światowej. Uszczegółowiłbym tę biografię jeszcze o takie informacje jak ta, że na Śląsku odtworzył partyturę do swojej pierwszej opery „Bolesław Śmiały”, którą pierwszy raz po wojnie, w latach 50-tych, wystawiono właśnie w Bytomiu, w Operze Śląskiej, a także na Śląsku prawdopodobnie zrekonstruował partyturę do baletu „Pan Twardowski”, czego podobno świadkiem była jego sąsiadka.

Jednak czekam na moment, w którym ktoś przekona mnie, że gdy w roku 1976, kiedy nadawano szkole baletowej imię Ludomira Różyckiego, z okazji 30-lecia utworzenia szkoły, nie było w tym czasie wybitniejszych postaci – od początku do końca – związanych z bytomską szkołą baletową lub chociaż z baletowym Bytomiem lub ogólnie z polską sztuką baletową.

Gala Baletowa

Kończąc tę dygresję przechodzę do tematu głównego, czyli Gali Baletowej z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca…

Odbyła się ona już po raz 12-ty, dokładnie 29 kwietnia 2019r. w Operze Śląskiej w Bytomiu. Ten dzień Komitet Tańca Międzynarodowego Instytutu Teatralnego UNESCO uznał za „święto tańca” w 1982 roku, a został on ustanowiony na pamiątkę dnia chrztu Jeana-Georges’a Noverre’a – prawdopodobnie dlatego wybrano dzień chrztu, gdyż tak naprawdę nie wiemy, którego dnia się urodził.

Jean`a-Georges’a Noverrea, który żył w latach 1727-1810, był nie tylko wybitnym myślicielem, aktywną osobistością życia teatralnego, czy wielkim bezkompromisowym reformatorem, który ze sztuki tańca stworzył sztukę dzieła baletowego, w podobnej formie jaką dziś znamy. Był również tancerzem, baletmistrzem, który wykształcił wielu swoich następców, a także choreografem, który stworzył układy do ponad 150. baletów, w tym do 60. własnych spektakli – jeden z nich „Les Petits Riens” (w polskim tłumaczeniu „Drobiazgi”) skomponował dla niego w roku 1778 sam Wolfgang Amadeusz Mozart.

W życiorysie Noverrea znalazł się również jeden polonik, a mianowicie: będąc w Stuttgarcie ulubionym nadwornym baletmistrzem księcia wirtemberskiego Karola Eugeniusza, gdy dowiedział się, że książę nie jest w stanie utrzymywać coraz to droższego teatru, postanowił poszukać stanowiska baletmistrza na dworze króla polskiego Stanisława Augusta. Przesłał mu wtedy rękopis swojego dzieła zatytułowanego „Teoria i praktyka tańca”, które było jedną z wersji jego słynnych „Listów”. Przesłał również polskiemu królowi jedyną na świecie kolekcję projektów kostiumów autorstwa wybitnego francuskiego malarza Louis`a Rene Boqueta, które po dziś dzień znajdują się w Gabinecie Rycin na Uniwersytecie Warszawskim. Jednak współpraca Jean`a-Georges’a Noverrea z polskim dworem nie doszła do skutku.

Po raz drugi kończąc dygresję wracam do Gali Baletowej…

W tegorocznym koncercie zaprezentowali się artyści z polski i zagranicy, a wydarzenie to poświęcone było przede wszystkim 100-leciu nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Japonią. W związku z tym, w Bytomiu zaprezentowało się wielu wspaniałych tancerzy azjatyckich.

Rozsądnym i mocno logicznym pomysłem dyrektor szkoły baletowej Elżbiety Mendakiewicz, było zaproszenie do wyreżyserowania Gali jednego z najwybitniejszych polskich tancerzy ostatnich dziesięcioleci Wiesława Dudka – byłego pierwszego solisty baletów: Teatru Wielkiego w Łodzi, Stuttgart Ballet oraz Staatsballet Berlin. Poza tym związki Wiesława Dudka z Japonią są dość silne, gdyż obecnie właśnie tam mieszka, jego żona Shoko Nakamura jest znakomitą japońską tancerką, jest także autorem baletowego, polsko-japońskiego projektu „Młody Duch Tańca”. Wszystko to wpisało się znakomicie w charakter Gali.

A teraz już o samym tańcu…        

Dzieło baletowe (nie ważne czy duże w formie, czy małe, czy w stylistyce klasycznej, czy współczesnej), aby mnie zachwycić, powinno łączyć ze sobą 11 czynników dla pełnego sukcesu inscenizacyjnego: muzykę, treść, ruch odzwierciedlający charakter muzyczny, gest mówiący o treści, scenografię, kostiumy, charakteryzację, rekwizyty, oświetlenie, a także technikę wykonawców i artyzm wykonawców. Jeśli te czynniki są ze sobą połączone w sposób logiczny i konsekwentny, a także kompatybilnie na siebie oddziałują oraz ze sobą współgrają, to sukces w moich oczach jest gwarantowany.

Duża liczba choreografii, które zobaczyłem podczas Gali, zawierały większość z tych czynników, lecz znalazły się również takie, które nie miały z nimi wiele wspólnego.

Bardzo pięknie zaprezentowały się dwie uczennice bytomskiej szkoły baletowej – tegoroczne abiturientki. Dominika Woszek zatańczyła wariację Gulnary z baletu „Korsarz”, a wariację Aurory z baletu „Śpiące królewna” wykonała Gabriela Dąbek. Obydwie młode tancerki wyglądają na scenie zjawiskowo. Można je określić jako tancerki „bejartowskie”, gdyż są niezwykle wysokie, mają piękne proporcje ciała, zachwycające sylwetki i długie nogi „aż po szyję”. Technicznie także zaprezentowały się cudownie. Obydwie posiadają wspaniałe wykręcenie nóg, pewne aplomb, śliczne arabeski, ładne podbicia, a Dominika Woszek dodatkowo miała bardzo roztańczone ręce i przepięknie się uśmiechała.   

Bardzo podobał mi się duet w choreografii Tomasza Kajdańskiego z baletu „Anna Karenina”, który znakomicie zatańczyli artyści baletu Teatru Wielkiego w Poznaniu: koryfejka Marika Kucza oraz pierwszy solista Mateusz Sierant.

Do zdecydowanie najsłabszych choreografii wieczoru należała ta, ułożona przez moją dobrą koleżankę ze szkoły, pracy i ze studiów Joannę Drabik. Stworzyła ona układ dla uczniów klas V, VI, VII i VIII, do fragmentu muzycznego z opery „Carmen” Georges`a Bizeta. Choreografia była momentami dowcipna, jednak pozbawiona tańca. Jedynie dwa razy podczas układu dzieci podskoczyły i raz „rzuciły” nogami. Reszta choreografii opierała się jedynie na chodzeniu i ruszaniu rękoma – niczym koordynator ruchu naziemnego na płycie lotniska. Zdecydowanie było to za małe wyzwanie dla uczniów szkoły baletowej. Jednak muszę pochwalić to, jak przygotowała z uczniami swoją choreografię od strony artystycznej, gdyż młodzi tancerze byli bardzo swobodni na scenie i mocno zaangażowani we wszystkie elementy pantomimiczne układu.

Równie niekorzystny duet zaprezentowali goście z Bayerisches Junior Ballett Munchen. Pokazali oni choreografię, do głosu męskiego puszczonego z patefonu, który to w języku angielskim odliczał do stu wszystkie ruchy jakie wykonywali tancerze. To odliczanie było tak denerwujące, że chciałem „rzucić butem” w głośnik, aby się zepsuł. Było to jedno z najbardziej męczących doświadczeń baletowych w moim życiu. Jednak należy podkreślić, że wszystko to, co pokazali Ci młodzi i zdolni tancerze, wykonane było z ogromną precyzją opartą na technice klasycznej, z efektownymi górnymi pozami w partnerowaniach.

Podczas koncertu zatańczyli również artyści baletu Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Zaprezentowali te same dwa numery, które oglądałem parę dni wcześniej na wieczorze zatytułowanym „Exodus”. Co do „Preludium” zdania nie zmieniłem i nadal mi się nie podoba, jednak „Orawę” tym razem tancerze wykonali fantastycznie. Zobaczyłem nareszcie cudowną energię, której kompletnie brakowało mi podczas występu w „BECEK-u”. Wielkie gratulację i proszę, trzymajcie tak zawsze!   

Również nie mogę do końca pochwalić gości Polskiego Baletu Narodowego, czyli Natalii Pasiut oraz solisty PBN Kristofa Szabó – według mnie najlepszego tancerza młodego pokolenia w Polsce, którego jestem ogromnym wielbicielem. Przyjechali oni z bardzo ładnym, płynnym, opartym na technice współczesnej duetem miłosnym, który stworzył dla nich specjalnie na tę okazję również tancerz PBN Dan Ozeri. Technicznie i wyrazowo zatańczyli bez zarzutów, jednak układ ten był powolny, bez polotu i pozbawiony technicznych popisów. Publiczność w każdym miejscu w Polsce, gdy przyjeżdżają do nich artyści z najlepszego zespołu baletowego w naszym kraju, oczekują czegoś więcej niż tylko ładnego zatańczenia. Oczekują popisu, pokazującego najwyższą jakość i poziom baletu (a takowy mamy w Warszawie), a najlepiej żeby był to popis wariacji klasycznych lub pas de deux, a jeśli nie klasyka, to najwyższych lotów choreografia współczesna. Tego niestety mi zabrakło, przez co ich występ zginął w tłumie innych, w większości znacznie ciekawszych.   

Natomiast bardzo podobał mi się występ artystów Bytomskiego Teatru Tańca i Ruchu „Rozbark”. Było to znakomite wykonanie i pokazanie prawdziwych cech teatru ruchu, które połączone z elementami tańca modern, zbudowały wspaniałe widowisko. Tancerze byli zatraceni w swoich „psychodelicznych” rolach. Energia jaką rozsiewali, scalona z fantastyczną, jednostajną, wprowadzającą w trans muzyką, tworzyły pewną nieziemską, oderwaną od rzeczywistości aurę. Ogromne gratulacje!

Gwiazdą koncertu zdecydowanie była 16. letnia Natsuna Oya. Tak brawurowo kręconych piruetów nigdy na żywo, na scenie nie oglądałem – a nie należę do tych, którzy mało w swoim życiu widzieli. Natsuna Oya potrafiła kręcić po 5 lub nawet 6 piruetów na poincie. Tyloma też piruetami rozpoczęła fouettes w codzie baletu „Korsarz” i w takcie tego „pas”, w miejscu kręciła jeszcze po 4 piruety, a cały popis pewnie zakończyła. Publiczność oszalała i biła brawa po każdym jej wirtuozowsko wykonanym „piruetowym” popisie. Ponadto, każdy element techniczny wykonywała na bardzo dobrym poziomie. Natsuna Oya posiada w dodatku sceniczną osobowość, która jest dla mnie podczas występu najważniejsza.

Natsuna Oya – fouetté z baletu „Paquita” podczas gali „Młody Duch Tańca” w Teatrze Wielkim Łodzi: https://www.facebook.com/1873512836244328/videos/2167702386816602/

Wszyscy uczniowie Szkoły Baletowej w Bytomiu pokazali wysoki poziom wykonawstwa, a zaprezentowali jeszcze podczas Gali: „Entree” do muzyki Piotra Czajkowskiego, w choreografii Alexey`a Torgunakova, gdzie pokazali solidną, czystą technikę tańca klasycznego oraz niezwykle żywiołową, powodującą uśmiech na twarzach widzów choreografię, opartą na stepie, którą stworzyli Joanna i Chris Ernest. Podczas wieczoru bardzo dobrze zaprezentowali się również pozostali artyści, a byli to: Maria Kielan i Gento Yoshimoto soliści baletu Opery Bałtyckiej w Gdańsku, Yu Wakizuka z Węgierskiej Akademii Tańca, Emma McBeth i Stephanie Nabet z Opery na Zamku w Szczecinie oraz cały zespół Opery Śląskiej w Bytomiu, który zatańczył fragmenty baletu „Don Kichot” w choreografii Henryka Konwińskiego z pięknej premiery, która odbyła się parę dni wcześniej.  

Konferansjerka

Elegancko i konkretnie, ze swadą i z poczuciem humoru, z pamięci i z piękną dykcją cały wieczór poprowadziła Joanna Orzechowska. Na co dzień jest cenionym pedagogiem uczącym tańca historycznego i klasycznego w bytomskiej szkole baletowej. Chciałoby się za każdym razem oglądać tak fantastycznie przygotowanych konferansjerów. Dlatego właśnie szczególne gratulacje kieruję do Joanny Orzechowskiej.

Gratulacje należą się również dyrektor Szkoły Baletowej w Bytomiu Elżbiecie Mendakiewicz, która niezwykle wzruszająco wygłosiła parę słów podsumowania tego wydarzenia. Połączyła je z pięknymi życzeniami, które skierowała zarówno do swoich uczniów, profesorów, tancerzy, choreografów, jak i do wszystkich sympatyków sztuki tańca.        

Podsumowanie

„XII Gala Baletowa z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca na Śląsku”, pomimo moich paru uwag, została zorganizowana na wysokim poziomie. Dużo bardziej podobała mi się gala bytomska niż ta, którą oglądałem parę dni wcześniej w warszawskim Teatrze Wielkim z okazji 10-lecia istnienia Polskiego Baletu Narodowego. Mimo tego, że tamta miała większy rozmach i wybitniejsze nazwiska na afiszu, to Gala w Bytomiu posiadała lepsze tempo, zdecydowanie ciekawszy dobór repertuaru, bardziej zróżnicowany charakter prezentowanych utworów, dzięki czemu każdy z widzów mógł w sposób szczególny utożsamić się z jakąś jej częścią. W dodatku artyści tańczący w Bytomiu, wcale nie prezentowali niższego poziom wykonawstwa od gwiazd, które występowały w Warszawie – a momentami nawet wyższy!

Spotkałem się również po latach z profesorami, których bardzo cenię. Przyjemnie było mi spotkać panią Katarzynę Dziok, która uczyła mnie tańca ludowego oraz charakterystycznego. Przeprowadziliśmy bardzo sympatyczną rozmowę. Miło było mi również spotkać duszę szkoły, często dowcipkującą, a jednocześnie konkretną, potrafiącą zarówno młodzieży, jak i gronu pedagogicznemu wprost powiedzieć co jej się nie podoba, ale przede wszystkim zawsze wspierającą i uwielbiającą uczniów panią Małgorzatę Lobermajer, która już od 23 lat pracuje w szkolnej kostiumerii.

Spośród pedagogów, którzy zapisali się w mojej pamięci w sposób niezwykle piękny i wypracowali sobie przez 9 lat „współpracy profesor-uczeń” mój największy szacunek, to: moja wychowawczyni, profesor matematyki i fizyki, a obecnie w-ce dyrektor szkoły ds. pedagogicznych Agata Zielińska (dawniej Jurowska), a także wspaniała wykładowczyni historii, która zawsze tryskała poczuciem humoru i szanowała uczniów Joanna Dąbrowska oraz wspomniana już wyżej Joanna Orzechowska, która jako pierwsza dała mi ocenę dobrą z tańców, czym mnie niezwykle zbudowała i zmotywowała do dalszej konsekwentnej pracy.

Było to dla mnie w tamtym czasie szczególnie ważne, gdyż w szkole funkcjonowała tendencja, aby mnie z niej wyrzucić, a nie nagradzać – tylko dlatego, że byłem synem tancerza. To za misję i cel przyjęła sobie ówczesna dyrektor artystyczna szkoły. Mam żal do tej części nauczycieli, którzy o tym procederze wiedzieli, a się jemu nie przeciwstawiali, a czasem nawet w niego wpisywali. Niektórzy z nich po latach mi się do tego przyznali. Wszystkim wybaczam, ale nie zapominam! Więc wtedy ten drobny gest profesor Joanny Orzechowskiej, skierowany do dyskryminowanego przygnębionego czternastolatka, był mi niezwykle potrzebny. Za co jeszcze raz bardzo Pani Profesor dziękuję i obiecuję(!), o tym także nie zapomnę.

Piszę to również w ramach pewnej przestrogi na przyszłość, którą kieruję przede wszystkim do nauczycieli, ale również do uczniów i ich rodziców. Proszę pamiętajcie, aby podkreślać zarówno dobre czyny, jak i NIE BAĆ SIĘ i OD RAZU głośno mówić o negatywnych zachowaniach osób dorosłych oraz w sekundę i bezkompromisowo na nie reagować – zanim dojdzie do kolejnych tragedii. Obecnie dość mocno prowadzona jest w Polsce kampania przeciwko przemocy fizycznej, jak i psychicznej w szkołach baletowych, z której formą przekazu po części się zgadzam, a po części nie.

Na szczęście w bytomskiej szkole baletowej – od roku 2007 – funkcję dyrektora naczelnego pełni Elżbieta Mendakiewicz – osoba kompetentna, a prywatnie mama mojej koleżanki z klasy, wspaniałej tancerki Anny, która jeszcze zanim obejmowała obecne stanowisko już doskonale znała specyfikę funkcjonowania szkoły baletowej. Z tego co słyszę i obserwuję dzieje się tam dobrze. Bardzo mnie to cieszy! Tyle o miłości, złośliwości i sprawiedliwości.

Poza tym bardzo jestem szczęśliwy, że moja „sentymentalna podróż baletowa do Bytomia” zakończyła się tym galowym, pozytywnym wrażeniem artystycznym, jakie bytomskiej publiczności dostarczyła Szkoła Baletowa im. Ludomira Różyckiego oraz uczniowie i zawodowi artyści baletu z całego świata.

Mam także nadzieję, że od tego moment rozpoczął się wspólny, nowy, piękny etap budowania ze Szkołą Baletową w Bytomiu wartościowych relacji. A jakie one będą, czas pokaże…

 ©Oskar Świtała

Projekt plakatu: Jerzy Maciej Koba

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *