Recenzja filmu „Lato” w reż. Kiriłła Sieriebriennikowa – pisze Adam Kłosiński

Polecam recenzję filmu biograficzno-muzycznego „Lato” w reż Kiriłła Sieriebriennikowa autorstwa Adama Kłosińskiego

„Lato” opowiada historię jednego z największych fenomenów muzycznych Związku Radzieckiego a później Federacji Rosyjskiej i całego rosyjskojęzycznego świata – zespołu Kino i kultowej postaci jego założyciela, Wiktora Tsoi. Ten wątek jest jednak tylko pretekstem do przedstawienia sceny muzycznej Leningradu lat 80 i początków radzieckiej muzyki rock’n’rollowej.

Pod wieloma względami jest to najlepszy film jaki można napotkać na początku swojej przygody z kinem artystycznym. Bez wątpienia posiada on tą jedną, definiującą cechę kina niezależnego – własny punkt widzenia – jednocześnie nie przytłaczając widza ani formą ani intelektualizmem. Genialna muzyka, rzadko spotykana synergia pracy kamery z narracją i niewymuszona plastyka czarno białych zdjęć od pierwszego ujęcia i pierwszej nuty prawie gwałtem zabierają widza w rzeczywistość Związku Radzieckiego lat 80, nie wymagając przy tym od niego niemal żadnego wysiłku odnalezienia się w konwencji. Odbiór jest prawie tak naturalny jak naturalne są dla nas schematy Hollywoodu, mimo tego, że „Lato” przemawia do nas w zupełnie inny sposób – bezpośrednio, w języku autorów nie przetworzonym przez script-doctorów i potężną machinę wielkich wytwórni.

„Lato” pełne jest kolorytu tamtych miejsc i tamtych czasów, dobrze znanego tym z widzów, którzy żyli w latach 80 w bloku wschodnim. Być może z tego powodu wielu z nas odbierze ten film z pewną nostalgią czerpiącą z tęsknoty za zdecydowanie minionymi czasami młodości. Nie jest to jednak film nostalgiczny. Pod powierzchnią obrazu relatywnie (!) liberalnej epoki początku pierestrojki kryje się drugie dno, wkomponowane w film metodami czerpiącymi z najlepszej rosyjskiej tradycji literackiej.

Niczym w Mistrzu i Małgorzacie Bułhakowa rzeczywistość magiczna wpleciona jest tutaj w komunałki i ulice Leningradu i kryje zupełnie inną historię. Z jednej strony jest to historia zmagania niespokojnej kreatywności młodego pokolenia z rzeczywistością opresyjnego i nietolerancyjnego państwa, jednak przede wszystkim jest to opowieść o niepokoju artysty i wiecznie niezaspokojonym głodzie tworzenia, który skutkuje rozdarciem między niemożliwymi do pogodzenia życiem banalnym i życiem twórczym i stopniowo prowadzi do wyniszczenia obu.

Tekst nadesłany:
©Adam Kłosiński

Polecam
Oskar Świtała

fragment plakatu ze strony: toksyna.fm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *