Jubileusz 65-lecia zespołu „Śląsk” w warszawskiej Operze Narodowej – Za mało Śląska w „Śląsku”

Ludowy Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny został założony 1 lipca 1953 roku przez tancerkę, choreografa, kostiumologa i pedagoga Elwirę Kamińską oraz kompozytora, dyrygenta i pisarza Stanisława Hadynę. Na swoją siedzibę wybrali klasycystyczny pałac położony we wsi Koszęcin obok Lublińca w woj. śląskim.

Początki były niełatwe, lecz zabawne, a warunki przyjęcia do Zespołu specyficzne, lecz piękne. Elwira Kamińska i Stanisław Hadyna często wybierali przyszłego pracownika intuicyjnie. Kierowali się bowiem własnym wyczuciem, zwracając szczególną uwagę na to, czy kandydat ma wyjątkowy urok osobisty oraz autentyczną duszę artystyczną. Ważna była dla nich również estetyka – przyszły artysta miał być po prostu ładny. Na kolejnym miejscu było doświadczenie zawodowe, nabyte umiejętności czy dyplomy. Zdarzało się, że zatrudniali chłopki, kowali czy murarzy, widząc w nich wrodzony wdzięk, a także wewnętrzną pasję i zamiłowanie do sztuki ludowej, narodowej.

Otrzymywali tego typu listy motywacyjne: „Ja nie mam powołania do cementu. Chcę pracować dla dobra kultury. Śledzińska.” lub „Proszę, przyjmijcie mnie, śpiewam w trzech chórach i kwartecie, pracuję jako kowal. Tyle jest najciekawszego w moim życiu. Cześć pieśni. Nowak.”. 

Do pracy w nowo tworzonym zespole zgłosiło się ponad 12 tysięcy osób. W parę miesięcy założyciele wybrali 41. tancerzy oraz 82. chórzystów. Przez okres 15. lat wspólnie wystąpili w 44. krajach, na pięciu kontynentach.

Kamińska oraz Hadyna tworzyli niezwykle przyjazną atmosferę. Artyści czuli się ważni, doceniani i zaopiekowani – jak gwiazdy. „Śląsk” przyciągał tłumy wielbicieli i zawsze zapełniał największe sale koncertowe świata.

„Ta pozytywna energia emanowała ze sceny” – te słowa wypowiedziała melomanka przed rozpoczęciem sobotniego, jubileuszowego koncertu, która dokładnie pamiętała czasy świetności Zespołu. 

„Wszyscy chcieli pracować w „Śląsku”, to był zaszczyt!” – takie natomiast zdanie wyznała mi podczas przerwy była artystka baletu, tańcząca w Zespole od końca lat 50-tych do końca 70-tych. 

Wszystko to trwało aż do momentu, kiedy ze „Śląska” wyrzucono Stanisława Hadynę w roku 1968. Przeniósł się wtedy do Krakowa, a po paru latach został kierownikiem muzycznym tamtejszego Teatru Słowackiego. Elwira Kamińska wspominała po latach: „Gdy odszedł (Hadyna – przyp.red.), porwały się więzi psychiczne w zespole…”.

W międzyczasie Elwirę Kamińską decydenci również powoli odsuwali od zarządzania Zespołem. Musiała tłumaczyć się ze swojego systemu pracy i założeń artystycznych tych, które przyniosły sławę Zespołowi na całym świecie. Zaczęto instytucję traktować jak fabrykę do tworzenia sztuki i zarabiania na niej pieniędzy. Zatraciła się magia Zespołu, najważniejsze były statystyki. Jak sama Kamińska mówiła w jednym z wywiadów:

„Zło zaczęło się dziać, kiedy górę wzięły zasady planistyczne. Trzeba dać taki a taki program, tyle a tyle koncertów, przyjąć profesjonalistów bez względu na autentyczną przydatność do zespołu i talent. Do takiej koncepcji nie pasował ani Hadyna, ani ja”.

Pod wpływem nacisków, mając 67 lat, w roku 1979 musiała odejść na emeryturę, mimo że czuła się na siłach, aby dalej kierować swoimi artystami. Zmarła w przededniu 30. rocznicy istnienia zespołu „Śląsk” 30 czerwca 1983 roku.  

Stanisław Hadyna powrócił do Zespołu na stanowisko kierownika artystycznego ponownie dopiero w 1990 roku i kierował nim do swojej śmierci w roku 1999.

Dziś zespół liczy 105. artystów, w tym: 42. tancerzy baletu, 37. śpiewaków chóru oraz 26. muzyków orkiestry – odwiedził 5 kontynentów, zatańczył w 44. krajach, dla 25. mln widzów, wykonał ponad 7 tys. występów i nagrał 12 płyt.

Obecna dyrekcja – Zbigniew Cierniak (dyrektor zespołu), Jarosław Świątek (kierownik artystyczny i baletu), Krzysztof Anczyk (kierownik chóru), Danuta Smyka (kierownik orkiestry) – stara się rozwijać zakres działania Zespołu, chociażby o edukację artystyczną, organizując zajęcia i warsztaty taneczne, wokalne, wizażu scenicznego, teatralne, etnograficzne czy rękodzielnicze.  

Kierownictwo próbuje także kontynuować tradycje wspaniałych założycieli. Udaje się to jednak z różnym skutkiem, o czym przekonałem się po obejrzeniu prawie trzygodzinnego koncertu jubileuszowego w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”, związanego z 65. rocznicą jego istnienia, który odbył się w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie 15 września 2018 roku o godzinie 18:00.

WRAŻENIA POKONCERTOWE

Koncert rozpoczął się czytaniem listu od Prezydenta RP Andrzeja Dudy, który objął patronat honorowy nad wydarzeniem, po którego to odczytaniu wyświetlono krótki film o historii Zespołu.

W pierwszej części koncertu zaprezentowano 16 utworów nawiązujących do początków istnienia „Śląska”. Artyści baletu tańczyli przede wszystkim choreografie Elwiry Kamińskiej, a artyści orkiestry, chóru i śpiewacy wykonywali utwory skomponowane przez Stanisława Hadynę.

Podczas drugiej część wieczoru wykonano 19 utworów, głównie pieśni patriotycznych oraz narodowych, zaprezentowanych w związku z obchodami 100-lecia Odzyskania Niepodległości przez Polskę.

Całość koncertu wykonana była bardzo estetycznie. Program również ułożony był ciekawie. Wspaniale, że publiczność mogła zobaczyć dawny, jak i obecny repertuar Zespołu.

CHÓR

Artyści chóru zaśpiewali wspaniale swoimi anielsko czystymi i pięknymi głosami. Publiczność niejednokrotnie wspólnie z artystami śpiewała, kołysząc się w fotelach, znane powszechnie melodie jak: „Karolinka”, „Szła dzieweczka”, „My, pierwsza brygada”, „Jak długo”, „Głęboka studzienka” czy „Pije Kuba do Jakuba”.

Zachwycili mnie soliści śpiewacy, a w szczególności: Izabela Drongova, Izabela Mirecka, Magdalena Świątek, Piotr Koprowski, Piotr Nikiel, Przemysław Spandel, Maciej Nocuń oraz Piotr Szolka.

BALET

Artyści baletu zatańczyli bardzo pewnie, niezwykle równo, prezentując wszystkie elementy techniczne bardzo dobrze (może z drobnymi niedociągnięciami u paru tancerzy, jak: niewyciągnięte pozy, niestabilne zakończenia tańców czy mało precyzyjna praca nóg). Niektóre elementy popisowe były wręcz ekwilibrystyczne i wykonane bezbłędnie. Jakość koncertu pod względem technicznym była zadowalająca.

Na szczególne wyróżnienie zasługują tancerze: Magdalena Wlazłowska, Joanna Osadnik, Dominika Gordzielik, Agnieszka Lubczyńska, Aliki Pitta, Jakub Kuchta, Grzegorz Lubos, Krystian Olszowski oraz Artur Mikulski.

Choreografie stworzyli: Elwira Kamińska, Hanna Chojnacka, Juraj Kubanka, Jarosław Świątek, Władysław Stefanik

ZA MAŁO ŚLĄSKA W „ŚLĄSKU”

Mimo wszystko koncert mnie nie porwał. Zespół „Śląsk” zawsze słynął z ogromnej charyzmy i pewnej tajemniczej „duszy”, czego tym razem mi zabrakło. Artyści zaprezentowali się ładnie, jednak pokazali zbyt mało zróżnicowania charakterów w dwóch zdecydowanie odmiennych częściach wieczoru. Nie czuło się głębokich zmian emocji, które powinny emanować ze sceny w zależności od poszczególnych pieśni czy tańców. Te emocje są wyjątkowo ważne, gdy choreografie nie są specjalnie trudne technicznie, co w przypadku tańców ludowych, regionalnych, czy narodowych się zdarza – a co nie jest moim zarzutem, tylko stwierdzeniem.

W pierwszej części koncertu za mało było Śląska w „Śląsku”. Brakowało mi pewnej świeżości oraz ludowej naturalności i spontaniczności na scenie. Muzyka i tańce śląskie mają zmienne charaktery jak rdzenni Ślązacy, Górale czy mieszkańcy Zagłębia. Region ten i tamtejsze ziemie historycznie zagarniane były przez zaborców, co potem również odbiło się na charakterze tańców śląskich. Jednak podczas jubileuszowego wieczoru niestety wykonane były w podobnym charakterze jak pieśni patriotyczne oraz polskie przyśpiewki.

Wszystko było jak sztuczny kwiat – czasem nie można go odróżnić od prawdziwego, jednak gdy się zbliżymy, nie posiada zapachu.

Koncert jednak mógł się podobać – co widać było po reakcjach zadowolenia publiczności. Taki występ jest bliski sercu każdemu Polakowi, jest niezwykle swojski, powoduje oderwanie się od nowoczesnej codzienności, a także emanuje – tak modnym dziś – poczuciem patriotyzmu. Poza tym na szczęście nie zatraciła się dbałość o estetykę. Wszyscy artyści na scenie wyglądali tak samo pięknie, jak za dawnych lat ich koledzy, którzy zresztą licznie przybyli na koncert swojego ukochanego Zespołu.

Na mnie największe wrażenie zrobiły utwory: „Czary i zbóje” (tajemniczy), „Suita tańców rzeszowskich” (jedyny mocno emocjonalny), „Baba dziad” (zabawny), „Krakowiak” oraz „Harnaś i zbójnicy” (popisowe).

MUZYKA, ORKIESTRA I DYRYGENCI

Muzyka wybrzmiewającą tego wieczoru była genialna. Słychać w niej było wszystkie charakterystyczne dla danych regionów rytmy oraz melodyczne tematy. Czuć było również każdą zmianę nastrojów, a utwory skomponowali: Stanisław Hadyna, Wojciech Kilar, Wasyl Agapkin, Andrzej Brzuchał-Sikorski, Władysław Piątkiewicz, Wenzel Robert Gallenbergh, Ireneusz Łojewski.

Orkiestra zagrała wszystko znakomicie, a szczególnie pozytywnie wyróżniła się, wykonując trudną kompozycję „Harnaś i zbójnicy” oraz pięknie interpretując „Hej, te nasze góry” we wspaniałej aranżacji Stanisława Hadyny.

Dyrygenci Mirosław Banach (I część) oraz Krzysztof Dziewięcki (II część) ogromnie dbali o tempa. Widoczne to było w szczególności w tańcach. Dyrygenci zawieszali muzykę i zwalniali tempa, nieustannie patrząc na tancerzy, co bardzo im pomagało w skokach, ekwilibrystycznych figurach i podnoszeniach.

KOSTIUMY

Za czasów – w przypadku „Śląska” – niesłusznie minionych, kostiumy projektowała sama Elwira Kamińska. Interesowała się zawsze etnografią, co widać było w jej projektach. W kostiumach charakterystycznych dla konkretnych tańców i pieśni widać było zawsze dbałość o szczegóły, takie jak: wyszyte wzory, nakrycia głowy, odpowiednie obuwie czy dodatki, jak: pasy z dzwoneczkami, warkocze, wianki, kokardy, chusteczki, korale, szable, itd…

W 1957 roku, czyli po czterech latach funkcjonowania Zespołu, „Śląsk” posiadał już blisko 6 tysięcy strojów. Większość obecnych kostiumów pochodzi jeszcze z tamtych czasów, a ich wielość, barwność i bogactwo robi do dziś ogromne wrażenie.

WIZUALIZACJE, OŚWIETLENIE I NAGŁOŚNIENIE

Podobało mi się tło, a mianowicie wizualizacje wyświetlane na całej wielkości sceny. Były to zdjęcia oraz filmy nawiązujące treścią do wykonywanych utworów. Prezentowano głównie góry, rzeki, zdjęcia Śląska i innych polskich miast. Nie odciągały one wzroku od artystów – a to najważniejsze. Wyświetlane były także niezwykle ciekawe krótkie filmiki w zwolnionym tempie, zapowiadające triki, które za moment prezentowali tancerze. 

Oświetlenie było kolorowe, skromne, lecz w zupełności wystarczające dla tego typu wydarzeń.

Męczyło jedynie nagłośnienie. Na początku zdawało się, że koncert jest puszczony z taśmy. Słychać było li wyłącznie dźwięk z głośników, a nie ten wydobywający się ze sceny i z orkiestronu. Z czasem do tego mocnego nagłośnienia się przyzwyczaiłem, jednak przez nie zatraciło się odczucie naturalności i prawdziwości widowiska.

PODSUMOWANIE

Podczas ukłonów przewodnicząca sekcji Teatrów Muzycznych ZASP-u Danuta Renz wraz z przewodniczącą sekcji Tańca i Baletu ZASP-u Barbarą Sier-Janik wręczyły na ręce dyrektora Zbigniewa Cierniaka statuetkę „Terpsychory” za wybitne osiągnięcia dla Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Jednak najpiękniejszym gestem było to, że obie Panie po prostu przybyły na tę uroczystość osobiście. Powiedziały parę słów, uśmiechnęły się do artystów, okazując tymi gestami ogromny szacunek dla wszystkich. A przecież mogły wysłać kolejnych „listonoszy”…

Szkoda, że tak elegancko nie zachowali się Ci, których często podczas tej ważnej uroczystości wymieniano, odczytywano ich piękne listy, pozdrowienia i życzenia, po czym przepraszano za ich nieobecność – niestety obserwujemy to zbyt często w odniesieniu do wydarzeń związanych z kulturą. Widzowie słusznie prawie bez braw przyjęli te listy i ogólne tłumaczenia.

Publiczność natomiast gromkimi brawami na stojąco nagrodziła artystów „Śląska” za ich ogromny wysiłek podczas koncertu i za 65 lat promowania Polski na arenie międzynarodowej i radowania serc melomanów.

Świętej pamięci Elwira Kamińska przed zakończeniem współpracy z zespołem „Śląsk” zdążyła jeszcze wywalczyć wcześniejsze emerytury dla swoich artystów tak, żeby tancerze i śpiewacy po zakończeniu karier mieli z czego żyć. Sama nie dorobiła się żadnego majątku i zarabiała skromnie. O sobie nie myślała.

Dziś niestety decydenci myślą o sobie, a nie o innych, więc artyści tancerze w całej Polsce zostali pozbawieni przywileju przejścia na wcześniejszą emeryturę w wieku 40 lat (panie), 45 lat (panowie). Z dnia na dzień zderzyli się ze smutną rzeczywistością.

Na zakończenie jubileuszowego koncertu w Operze Narodowej wystąpił Marcin Kędziora były wieloletni tancerz tego zespołu, a obecnie członek zarządu głównego ZASP-u. Wygłosił – jako jedyny nie czytając z kartki – krótkie, lecz trafne życzenie połączone z apelem. Oto jego treść:

„Życzę wszystkim tancerzom, aby nie musieli tańczyć do 65. roku życia. Kieruję ten apel do osób odpowiedzialnych za kulturę w Polsce, aby w końcu dostrzegli i pochylił się nad tym pięknym, ale jakże wymagającym zawodem”.

Osobiście gratuluję wszystkim artystom oraz pracownikom zespołu „Śląsk” pięknego Jubileuszu, przyłączając się również do tych ważnych słów. Może ktoś usłyszy…

©Oskar Świtała

Recenzja dostępna również na E-teatr.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *